Przebaczenie

O. Józef Augustyn SJ „Kwadrans szczerości”:

„Człowiek jest istotą bardzo kruchą i łatwo ulega zranieniu. To owoc grzechu pierworodnego. Kruchość człowieka przejawia się na wszystkich płaszczyznach ludzkiego życia, już od chwili poczęcia. Kruchości fizycznej towarzyszy także kruchość psychiczna i emocjonalna.”

„Człowiek zraniony może ranić innych, skrzywdzony może krzywdzić, upokorzony może upokarzać. Wzajemne ranienie się ludzi nie wynika zwykle ze złej woli czy zepsucia moralnego. Najczęściej nie jest ono zamierzone. Człowiek rani człowieka, ponieważ sam został zraniony.”

„W sposób paradoksalny możemy powiedzieć, iż Bóg pierwszy potrzebuje naszego przebaczenia za to, że rzucił nas w taką rozdartą rzeczywistość życia ziemskiego, bez naszej zgody. Dlatego punktem wyjścia do nawiązania więzi z Bogiem będzie wybaczenie Bogu Jego odwagi stworzenia istot wolnych, które mogły i rzeczywiście nadużyły wolności.”

„Przebaczenie dlatego jest tak trudne, ponieważ łączy się z dotykaniem tego, co boli. Czy można przebaczyć nie dotykając ran? Tak naprawdę nie można. Przebaczenie bez dotykania własnych ran będzie przebaczeniem pozornym. Ono nie uzdrowi człowieka, nie przyniesie mu pożądanego pokoju serca, nie wprowadzi równowagi emocjonalnej i duchowej.”

„Przebaczenie leczy ludzkie rany, ponieważ usuwa z relacji to, co rani i boli, a wprowadza w to miejsce zrozumienie, akceptację i ofiarne oddanie; słowem, wprowadza w to samo miejsce miłość. Ludzie, którzy przebaczyli sobie wiele, kochają się pełniej i głębiej.”

Zadanie specjalne

Panią Teresę poznałam w pracy. Spokojna i uprzejma starsza kobieta, która nie miała w życiu lekko. Już po tym jak zaczęłam pracować miała wypadek samochodowy. Widać było, że ciężko jest jej wrócić po nim do siebie. Potem pożar w gospodarstwie. Od pioruna zapalił się dach, a potem zgromadzone pod dachem zbiory. A ponieważ „na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą” – przyplątała się też poważna choroba. Pani Teresa po długiej nieobecności poszła na rentę. Później słyszałam, że jest z nią lepiej, że pokonuje chorobę. Parę razy nawet dzwoniłyśmy do siebie w jakichś formalnych sprawach, i rzeczywiście była zadowolona, bo coraz lepiej się czuła i zaczęła nawet o własnych siłach wychodzić z domu. Tym bardziej ciężko było mi przyjąć wiadomość, że zmarła 12 kwietnia. Z powodu nawrotu choroby.

Jednym z moich „zadań” w pracy jest reprezentowanie firmy na pogrzebach… Można różnie na to patrzeć, ja lubię w tym widzieć wyróżnienie. Tym razem pojechaliśmy w trójkę. Zaopatrzeni w parasole i ciepłe ciuchy – spodziewaliśmy się ekstremalnych warunków pogodowych. Trafiliśmy łatwo, a na miejscu zobaczyliśmy piękny cmentarz na… skraju lasu. Zapach żywicy i śpiew ptaków wskazywał na to jednoznacznie. W dodatku, zamiast deszczu, przywitało nas mocno przygrzewające słońce. Świeciło tak przez całą mszę. Żyć nie umierać…

I taka była ta ceremonia. Więcej było w niej życia niż śmierci. Złożeniu do grobu towarzyszyły już ciężkie i ciemne chmury,  nie zakłóciło to jednak spokojnej i podniosłej atmosfery. Pieśń „Ave Maria” przyciągała uwagę bardziej niż złowrogie pomruki zbliżającej się burzy. Na końcu dostałam pamiątkowy obrazek: „Jezu ufam Tobie” – z datą śmierci i pogrzebu pani Teresy. Obrazek kolejny, ale jakoś wyjątkowy…

W drodze powrotnej mijaliśmy się z burzą – ślady wskazywały na to, że co dopiero przed nami musiała być wielka ulewa.

– Chyba was tam mocno zlało na tym pogrzebie, bo tu lało strasznie.
– A wie pani, że nawet nie…

🙂