Nie mocna ja

milk in retro glass with stripped staw and copy space

„Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie.
Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?
Skoro jeden mówi: „Ja jestem Pawła”, a drugi: „Ja jestem Apollosa”, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg.
Ten, który sieje, i ten który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą.”

(1 Kor 3,1-9)

Salome

14089238_1648274942167633_7695546338204586931_n

„Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę.
Jan bowiem wypominał Herodowi:
– Nie wolno ci mieć żony twego brata.
A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei.
Gdy córka Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia:
– Proś mię, o co chcesz, a dam ci.
Nawet jej przysiągł:
– Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa.
Ona wyszła i zapytała swą matkę:
– O co mam prosić?
Ta odpowiedziała:
– O głowę Jana Chrzciciela.
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła:
– Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela.
A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.”

(Mt 6,17-29)

Wojna Trzydziestoletnia

„Uważam, że nic lepiej nie wyjaśnia mocy modlitwy, jak gra w kręgle. Będąc młodym protestantem, w szkole średniej znałem tylko jedną katolicką rodzinę. Paradoksalnie poznaliśmy się w kalwińskiej szkole średniej na przedmieściach Chicago i bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Dwóch chłopców z tamtej rodziny było bliźniakami, wyposażonymi przez naturę w takie same włosy koloru ognistego zachodu słońca oraz pasujący do tego irlandzki temperament. Dobrze katechizowani przez swoich rodziców byli tak gorliwymi katolikami, jak ja protestantem. W związku z tym w czasach szkoły średniej i college’u prowadziliśmy ciekawe „dyskusje” na temat wiary. I nasza prywatna Wojna Trzydziestoletnia nie ograniczała się do słów. Byliśmy ludźmi czynu.
Nic zatem dziwnego, że pewnego pamiętnego piątku znaleźliśmy się w kręgielni. Dołączył do nas jeszcze jeden kolega protestant, który wyrównał szanse w naszej walce. Po wyselekcjonowaniu naszej ciężkiej artylerii ze stojaków pełnych porysowanych, poliuretanowych kul armatnich, ogłosiliśmy wojnę. To było starcie pomiędzy protestantami a katolikami w walce na kręgle z wszystkich sił o prawdę, sprawiedliwość i Reformację – przynajmniej tak sądziłem.
Niezwykle pewny co do swojej stosunkowo dużej sprawności, jeśli chodzi o kręgle ( w końcu w podstawówce przez sześć tygodni grałem w lidze), mając na nogach swoje wygodne, kolorowe obuwie, nastawiłem się na przyjemny wieczór. Jednak niestety, pośród kakofonii tego okropnie wykafelkowanego miejsca, miał mnie spotkać okrutny los. W ciągu zaledwie pierwszych trzydziestu minut obserwowałem z niedowierzaniem, jak ci początkujący papiści zdołali dojść do pozycji, w której mieli rzeczywiste szanse na wygraną. Doszliśmy do dziesiątej gry. Jeśli zdołaliby – co było niemożliwe (nie widzieliście, jak grali) – dokonać zbicia jednym rzutem, wygraliby.
Odrzucając od siebie lęk jak zużytą zapałkę, bliźniak przygotowujący się do rzutu z pewnością siebie odwrócił się w moim kierunku i zaczął na głos się modlić. I to nie jakąkolwiek modlitwą – ale modlił się do Maryi! „Zdrowaś Mario, łaski pełna…”. We mnie wrzało, a równocześnie okropnie szczerzyłem zęby, wściekły z powodu jego bałwochwalstwa, ciesząc się z jego szaleństwa. Nie było szans, żeby Bóg wysłuchał takiej modlitwy.
Zanim dziesiąty kręgiel zakończył swoje leniwe wirowanie oznaczające śmierć, mój uśmiech znikł, a moja głowa opadła nisko w poczuciu klęski. Bliźniacy nie tylko znali moc modlitwy; najwyraźniej znali też więcej osób, do których mogli się modlić…”

Matthew Leonard „Mocniej niż słowa. Sztuka bycia katolikiem”

🙂

Sztuka bycia katolikiem

„Mocniej niż słowa. Sztuka bycia katolikiem” Matthew Leonarda to pełen humoru i anegdot przewodnik po tym, co w praktykowaniu wiary katolickiej jest najważniejsze.

1. Świętość.

„W dzisiejszych czasach chrześcijanie mają większą skłonność do wtapiania się w tło, niż do wyróżniania się. Wyglądamy, jak wszyscy. Rozmawiamy, jak wszyscy. Żyjemy, jak wszyscy. Jesteśmy tak bardzo zasymilowani, że niewiele jest w stanie sprawić, abyśmy my, bądź nasze przesłanie, w jakikolwiek sposób się wyróżniali. Dlaczego więc ludzie mieliby się zatrzymać i zwrócić na nas swoją uwagę? Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi mi o to, że powinniśmy wszczynać bójki, robić z siebie widowisko, czy też robić coś tylko po to, aby się wyróżniać. Mam tu na myśli święte i pełne cnót życie, którego nie sposób nie zauważyć.”

2. Ewangelizacja.

„Patrząc na to z perspektywy handlowej, chrześcijanie są czymś w rodzaju marzenia ekonomisty. Zanim firma zdecyduje się wyprodukować jakiś produkt, najpierw analizuje rynek w celu ocenienia popytu. Nie ma kupców, nie ma produktu. Jednak w naszym przypadku coś takiego nie jest konieczne. Nasze szczęście i zadowolenie w rzeczywistości tworzą rynek, ponieważ reszta świata chce tego, co my mamy. Każdy, kogo spotykamy, ma wewnętrzne zapotrzebowanie na to, co mamy do zaoferowania. Musimy jednak być przygotowani. Nie możemy promować, a tym bardziej podjąć sposobu życia, którego nie rozumiemy.”

3. Powołanie.

„Co takiego robi Bóg, do czego i my również jesteśmy powołani? Pełne miłości ofiarowywanie siebie samego, poświęcenie, całkowity dar z samego siebie – to właśnie czyni nas podobnymi do Boga, ponieważ miłość i pełne poświęcenia samoofiarowywanie się jest tym, co On robi. Jak stwierdzono na Soborze Watykańskim II: człowiek „nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.(…) Rozwijając bliską relację z Chrystusem, zaczynając postępować tak jak On, otrzymujemy łaskę miłowania innych, tak jak On to czyni.”

4. Przeznaczenie.

„Jako katolicy dużo słyszymy na temat tego upadłego świata i jego wpływu na nas. Słusznie, ponieważ musimy wiedzieć, gdzie jesteśmy, zanim uda nam się zrozumieć, dokąd zmierzamy. Zwróćmy jednak naszą uwagę w innym kierunku – w górę. Taki jest cel tego całego dawania siebie i zmagania się – niebo.(…) Niebo jest naszym miejscem przeznaczenia. Jest celem! Jest nagrodą! Dlaczego zabiegamy o nasze zbawienie z bojaźnią i drżeniem? Dlaczego ofiarowujemy nasze cierpienia? Dlaczego staramy się opanować nasze ziemskie skłonności? I dlaczego staramy się być podobni do Chrystusa? Z powodu nieba!”

5. Eucharystia.

„Dorastając jako syn pastora poznałem wiele wnętrz budynków kościelnych.(…) Jeśli nie byłem w domu czy w szkole, istniało duże prawdopodobieństwo, że byłem w kościele. Mimo tego i tak byłem dość mocno zszokowany, że wielu katolików uczestniczy we Mszy Świętej codziennie. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że każda Msza była w gruncie rzeczy taka sama.(…) Pewnie nie powinno mnie było dziwić, że spotykałem tak wiele osób, spędzających codziennie jakieś trzydzieści czy czterdzieści pięć minut w kościele. Gdy się nad tym zastanowić, to wydaje się to oczywiste. W końcu tam jest Bóg. Do tego przecież to się sprowadza. Każdego dnia kapłan podchodzi do ołtarza i sprawia, że Chrystus staje się dostępny – w Ciele i Krwi, Duszy i Bóstwie – dla każdego katolika, i ma to miejsce na całym świecie.”

6. Pismo Święte.

„Jednym z najważniejszych sposobów, jaki mamy do dyspozycji, aby przygotować siebie samych dla Pana jest – niedoceniane przez wielu katolików – Pismo Święte. Jako że dorastałem w rodzinie protestanckiego pastora, byłem otoczony Pismem Świętym. Nasza wiara koncentrowała się na nim.(…) Choć nadal otaczam Biblię czcią, jako natchnione, nieomylne Słowo Boże (tak jak czyni to Kościół), doszedłem do przekonania, że nasza wiara obraca się wokół Mszy Świętej.(…) Przejawiamy jednak tendencję do kojarzenia Mszy Świętej jedynie z Komunią Świętą, i to stanowi problem. Nie ulega wątpliwości, że stanowi ona kulminację celebracji, ale Msza Święta składa się z dwóch części: Liturgii Słowa i następującej po niej Liturgii Eucharystycznej. Nie przyjmujemy Ciała i Krwi Jezusa, zanim nie zostaniemy przygotowani przez Słowo. To, co jest głoszone w Słowie, następnie urzeczywistnia się w Eucharystii. Najpierw słuchamy, potem przyjmujemy.”

7. Modlitwa.

„Życie sakramentalne pozbawione modlitwy jest jak znakomity posiłek bez sztućców. Potrzebne jest jedno i drugie.(…) Modlitwa ma cel – została nam nakazana dla naszego udoskonalenia. To jedna z głównych dróg do tego, aby nasze podobizny trafiły na te laminowane święte obrazki. Oczywiście, osiągnięcie statusu, który będzie upoważniał do tego, aby trafić na zakładkę do książki, wymaga czasu. Nasza droga doskonalenia jest długa.(…) Jeżeli zauważysz, że stajesz się bardziej pokorny, cierpliwy, kochający, czysty – bardziej podobny do Chrystusa – to znaczy, że wzrastasz w modlitwie i zbliżasz się do Boga.”

„Tak czy inaczej, gdy poczujesz, że Pan Bóg cię prowadzi, zachęcam cię do tego, abyś zaufał i uczynił wszystko cokolwiek ci powie. Ostatecznie, prowadzi cię twój Ojciec, a to jest dobre. Poprawka: To jest wspaniałe! Gdy posłusznie troszczysz się o wypełnienie woli Boga, upodabniasz się do Niego. A o to w tym wszystkim chodzi.”