Wojna Trzydziestoletnia

„Uważam, że nic lepiej nie wyjaśnia mocy modlitwy, jak gra w kręgle. Będąc młodym protestantem, w szkole średniej znałem tylko jedną katolicką rodzinę. Paradoksalnie poznaliśmy się w kalwińskiej szkole średniej na przedmieściach Chicago i bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Dwóch chłopców z tamtej rodziny było bliźniakami, wyposażonymi przez naturę w takie same włosy koloru ognistego zachodu słońca oraz pasujący do tego irlandzki temperament. Dobrze katechizowani przez swoich rodziców byli tak gorliwymi katolikami, jak ja protestantem. W związku z tym w czasach szkoły średniej i college’u prowadziliśmy ciekawe „dyskusje” na temat wiary. I nasza prywatna Wojna Trzydziestoletnia nie ograniczała się do słów. Byliśmy ludźmi czynu.
Nic zatem dziwnego, że pewnego pamiętnego piątku znaleźliśmy się w kręgielni. Dołączył do nas jeszcze jeden kolega protestant, który wyrównał szanse w naszej walce. Po wyselekcjonowaniu naszej ciężkiej artylerii ze stojaków pełnych porysowanych, poliuretanowych kul armatnich, ogłosiliśmy wojnę. To było starcie pomiędzy protestantami a katolikami w walce na kręgle z wszystkich sił o prawdę, sprawiedliwość i Reformację – przynajmniej tak sądziłem.
Niezwykle pewny co do swojej stosunkowo dużej sprawności, jeśli chodzi o kręgle ( w końcu w podstawówce przez sześć tygodni grałem w lidze), mając na nogach swoje wygodne, kolorowe obuwie, nastawiłem się na przyjemny wieczór. Jednak niestety, pośród kakofonii tego okropnie wykafelkowanego miejsca, miał mnie spotkać okrutny los. W ciągu zaledwie pierwszych trzydziestu minut obserwowałem z niedowierzaniem, jak ci początkujący papiści zdołali dojść do pozycji, w której mieli rzeczywiste szanse na wygraną. Doszliśmy do dziesiątej gry. Jeśli zdołaliby – co było niemożliwe (nie widzieliście, jak grali) – dokonać zbicia jednym rzutem, wygraliby.
Odrzucając od siebie lęk jak zużytą zapałkę, bliźniak przygotowujący się do rzutu z pewnością siebie odwrócił się w moim kierunku i zaczął na głos się modlić. I to nie jakąkolwiek modlitwą – ale modlił się do Maryi! „Zdrowaś Mario, łaski pełna…”. We mnie wrzało, a równocześnie okropnie szczerzyłem zęby, wściekły z powodu jego bałwochwalstwa, ciesząc się z jego szaleństwa. Nie było szans, żeby Bóg wysłuchał takiej modlitwy.
Zanim dziesiąty kręgiel zakończył swoje leniwe wirowanie oznaczające śmierć, mój uśmiech znikł, a moja głowa opadła nisko w poczuciu klęski. Bliźniacy nie tylko znali moc modlitwy; najwyraźniej znali też więcej osób, do których mogli się modlić…”

Matthew Leonard „Mocniej niż słowa. Sztuka bycia katolikiem”

🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s