Zima

5-3

Minęło lato, minęła jesień, nastała zima. Gdzieś tak we wrześniu pojawiła się po raz pierwszy myśl: „wiosno, wiosno, wracaj jak najszybciej”. A przecież dotąd wiosna wcale nie była moją ulubioną porą roku – w przeciwieństwie do późnej jesieni. A tu nagle każdy płatek śniegu zaczął nastrajać mnie pesymistycznie. Każdego ranka zerkałam przez okno z myślą: „żeby jeszcze nie było biało”. Każdego dnia sprawdzałam prognozy, czy aby temperatura oddala się od zera we właściwą stronę…
W końcu jednak przyszedł ten dzień, kiedy zima zahuczała:
– Już dłużej nie wytrzymam!
I rzeczywiście szybko zaczęło robić się biało…
A do wiosny tak daleko… Chlip, chlip…
Nic to zimy nie ruszyło. Śniegu było coraz więcej…
Chlip, chlip…
Prawdziwa zamieć śnieżna…
Chlip…
– A niech pada…
Wstałam dziś rano, odśnieżyłam co trzeba i ruszyłam w moją codzienną drogę. Przedzierając się przez szalejącą śnieżycę, powtarzałam wyryte w pamięci słowa psalmu: „Zmiłuj się nade mną Boże, zmiłuj się nade mną. U Ciebie chronię swe życie. Chronię się pod cień Twoich skrzydeł, aż przejdzie klęska… aż przejdzie klęska… aż przejdzie klęska.”
Kiedy cała w śniegu dotarłam do pracy, w drzwiach przywitały mnie słowa:
– Dzień dobry, tak było ładnie i co pani zrobiła?
– 🙂

(jak zwykle wszystkiemu winna kobieta…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s