Home sweet home

„Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twojego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twojego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twojego imienia?”. Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości”.
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.
Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.

(Mt 7,21-29)

„Dzisiejsza Ewangelia jest podsumowaniem kazania, które Jezus wygłosił około 30 roku naszej ery na Górze Błogosławieństw, w okolicach miasta Kafarnaum w Galilei. Treść tego kazania znajduje się w Ewangelii Mateusza w rozdziałach od 5 do 7. To zaledwie 111 wersów tekstu, niespełna 2000 słów. Przeczytanie tego tekstu zajmuje nie więcej niż 10 minut. Zrozumienie go – w zależności od Bożej łaski i własnego pragnienia – od kilku chwil do kilkudziesięciu lat. Wypełnianie tych słów w codziennym życiu czasem bywa banalnie proste, czasem okazuje się zmaganiem – znów zależy to od indywidualnych pragnień i łaski Ducha Świętego.
Bycie roztropnym to nie to samo, co bycie ochrzczonym, chodzenie do kościoła, wypełnianie „kulturowych” obowiązków katolika. To nawet nie to samo, co prorokowanie, nazywanie Jezusa „Panem”, czy czynienie cudów w Jego imię. Jezus mówi wprost: mogę robić wszystkie te rzeczy, ale jeśli nie wsłucham się w te 111 wersów i nie będę nimi żył, to nie jestem Jego uczniem.”

„Żywe Słowo” nr 06/2016

Wolność, równość, braterstwo

food-drinks-coffee-tea-ceramic-cups-colorful-800x6001

„Bracia: Wszyscy dzięki wierze jesteście synami Bożymi w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.
Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą dziedzicami.”

(Ga 3,26-29)

ciekawostka:
„Sensacyjne były tezy Pawła o tym, że już nie istnieje niesprawiedliwy podział w społeczeństwie na panów i niewolników, na Greków i na Żydów, na kobiety i mężczyzn. Nie można tego pojmować jako zniesienie różnic, ale jako zniesienie nierówności i absolutnie nie ma to nic wspólnego z doktryną gender. Chrystus ustanowił całkowitą równość osób, bo jeśli ktokolwiek żyje Jego życiem, staje się w obliczu Boga synem Ojca niebieskiego. Warto zwrócić uwagę, że zarówno mężczyzn, jak i kobiety nazywa „synami Bożymi”. Nie ma w takim układzie ani ważniejszych, ani mniej ważnych, ani panów, ani niewolników, nie ma faworytów ani odtrąconych. W świecie starożytnym były to stwierdzenia rewolucyjne, kobiety w imperium rzymskim podlegały bowiem prawom rzeczowym, o ich życiu i śmierci decydował ojciec rodziny. Dlatego właśnie kobiety bardzo szybko pojęły, że nauczanie Chrystusa, Jego styl i sposób, w jaki je traktował, wyzwala je z prawa, które panowało w imperium rzymskim, ale też w klanach żydowskich na całym Wschodzie.”
o. Augustyn Pelanowski

Keep calm

14340039780.556154002

„Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”! A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”.

(Mt 5,38-42)

„Kiedy na swojej drodze napotykamy na zło, które zwykle ukazuje się pod różnymi postaciami, odruchowo pojawia się w nas gniew. Ten gniew nie jest jedynie dążeniem do zniszczenia jakiegoś bezsensownego zła, do emocjonalnego odwetu. Rodzi się on zazwyczaj z poczucia niesprawiedliwości, która nas spotkała. Jest siłą, dzięki której – tak myślimy – będziemy w stanie przywrócić stan równowagi, wyrównać rachunki (…), wprowadzić ponownie sprawiedliwość. W takim kontekście słowa z Kazania na Górze zdają się brzmieć niezwykle dziwnie. Na pierwszy rzut oka sugerują zupełną bierność wobec zła. Jeżeli jednak spojrzymy na przykłady, które podaje Jezus, szybko okaże się, że o żadnej bierności nie ma tu mowy. Nadstawienie drugiego policzka, przejście drugiej mili, czy oddanie płaszcza to czyny, które wymagają wielkiego wysiłku, ale wysiłku rozumianego w sensie duchowym. Opisana wyżej naturalna reakcja, której wyrazem jest gniew, musi zostać zamieniona na coś innego – na reakcję miłości. A więc nie jesteśmy wobec zła bierni, reagujemy jedynie w inny sposób.”

„Żywe Słowo” nr 06/2016

Taka sprawiedliwość

600569_366503153415907_61479591_n

„Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: Nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.”

(Mt 5,20-26)

„Czytamy dzisiaj zachętę: „Idź, pojednaj się z Twoim bratem”. Ale co zrobić, gdy wydaje się, że emocje są nie do okiełznania, przypominają potężny sztorm? Może nam się wtedy wydawać, że przebaczenie jest poza naszym zasięgiem. Ale czy w przebaczeniu chodzi o emocje? Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK) podpowiada, że „nieodczuwanie obrazy i zapomnienie nie leży w naszej mocy”. Przebaczenie to decyzja, którą można podjąć niezależnie od przeżywanych emocji. Papież Franciszek zaleca, aby przebaczenie zacząć od modlitwy: „Panie, proszę Cię za nią, proszę Cię za niego”. A po podjęciu decyzji o przebaczeniu, emocje z czasem zaczną się zmieniać.
Jezus zaleca, aby przed przyjściem do ołtarza, najpierw pojednać się z bliźnim. W przeciwnym wypadku nie jesteśmy w stanie nic od Boga przyjąć: „Gdy odmawiamy przebaczenia naszym braciom, nasze serce zamyka się, a jego zatwardziałość sprawia, że staje się ono niedostępne dla miłosiernej miłości Ojca. Powinno w nas wzbudzać przerażenie, że strumień Bożego Miłosierdzia nie może przeniknąć do naszego serca tak długo, jak długo nie przebaczyliśmy naszym winowajcom” (KKK 2840).
Dopóki nie przebaczymy, serce jest jak zaciśnięta pięść, którą nie można niczego chwycić, nie można „złapać” żadnej łaski Boga. I odwrotnie, gdy przebaczamy, nasze serce rozszerza się, podobnie jak metal pod wpływem wysokiej temperatury.”

„Żywe Słowo” nr 06/2016

Minimalizm

„Jezus wraz z uczniami przyszli znowu do Jerozolimy. Kiedy chodził po świątyni, przystąpili do Niego arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi i zapytali Go: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żeby to czynić?”. Jezus im odpowiedział: „Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi? Odpowiedzcie Mi!”. Oni zastanawiali się między sobą: „Jeśli powiemy: „z nieba”, to nam zarzuci: Dlaczego więc nie uwierzyliście mu? Powiemy: „Od ludzi”. Lecz bali się tłumu, ponieważ wszyscy uważali Jana rzeczywiście za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: „Nie wiemy”. Jezus im rzekł: „Więc i Ja nie powiem wam, jakim prawem to czynię”. (Mk 11, 27-33)

„Czego się boję?
Czy wierzę, że Bóg, przychodząc, niczego mi nie chce zabrać, lecz tylko mnie ubogacić?
Czy potrafię przezwyciężyć swój egoizm lub pragnienie kontroli za wszelką cenę?
Panie Jezu, oczyść mnie z egoistycznych pragnień i pomóż mi we wszystkim wielkodusznie szukać Twojej woli.”

„Żyć Ewangelią. Codzienna Ewangelia z rozważaniami”

Moje trzy grosze:
Nie wiem dlaczego, ale powyższe słowa skojarzyły mi się z minimalizmem. Jeszcze do niedawna to była moja filozofia życia. Minimalizm. Takie dzielenie włosa na czworo.
Na szczęście mi przeszło.

„A…psik”

„Jak mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwali w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.” (J 15,9-11)

„Dla współczesnego człowieka połączenie Prawa Bożego z radością jest równie karkołomne, jak wchodzenie na Rysy w szpilkach. Kompletny bezsens! A jednak jest to możliwe. Zaakceptowanie, że Bóg mnie pokochał, kocha i dalej to będzie czynił, powoduje, że zostaję „zaszczepiony” miłością, tak, że ona może owocować i mnożyć się. Trwanie w miłości Jezusa wyraża się w kochaniu drugiego człowieka przez konkretne czyny. Kiedy w gestach, słowach, myśleniu o drugim człowieku zacznie dominować miłość, to nie potrzebuję przypominać sobie Dziesięciu Przykazań, bo one mówią o tym, co jest zakazane względem bratniej miłości, a ja jestem już na etapie dawania, obdarowywania, dzielenia się. Nie koncentruję się na tym, czego nie mogę robić, ale na tym, co mogę. Wówczas w naturalny sposób – jako konsekwencja kochania – pojawia się radość.”
„Żyć Ewangelią. Codzienna Ewangelia z rozważaniami. 2015” Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa (tę książeczkę, chyba w ogóle nie używaną, ktoś zostawił do zabrania w kościele oo. bernardynów).

Pierwszy piątek miesiąca. I znowu mordęga rachunku sumienia. Przypomniałam sobie powyższe słowa… Czego tak naprawdę żałuję? Mogłam bardziej okazywać miłość. Bogu, sobie i ludziom. Długo by pisać. Klęcząc u kratek konfesjonału zaczęłam rozwijać temat…
– A…psik.
To nie ja, to ksiądz. Powiedziałam „na zdrowie” i wątek mojej wypowiedzi całkiem mi się urwał. Bo pierwsze co przyszło mi na myśl, to Jezus mówiący:
– Kicham na twoje grzechy.

(?)

Betesda

„W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego:
Czy chcesz wyzdrowieć?”
J 5,1-6

chcesz wyzdrowieć?

„Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną.”
J 5,7

na kogo czekasz?

„Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje nosze i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził.”
J 5,8-9

wstań.